Theme by Kran

7/03/2015

Adam Bahdaj - Telemach w dżinsach

Tytuł: Telemach w dżinsach
Autor: Adam Bahdaj
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza 
Rok wydania: 1985

Szczerze to mam problem, bo nie wiem od czego zacząć. :)
"Telemach w dżinsach" to powieść o 15 - letnim Maćku. W sumie to w tytule powinno być napisane "Maciek w dżinsach" czy coś w tym rodzaju. Imię Telemach w tytule pojawił się, bo pewne wątki, właściwie nawet cała książka nawiązuje do Odyseii. Nasz główny bohater poszukuje swojego ojczulka, który go zostawił w wieku 3 lat, a potem już nic o nim nie wiadomo. Mieszka w Jerzmanowie, to taka maluśka miejscowość pod Warszawą. Chodzi do szkoły z internatem, niestety, mamy też nie ma. Pewnego dnia zobaczył  w telewizji swojego tatę, przy budowie czegoś tam (nie pamiętam :3) Był dosyć zaskoczony, ale nie na długo. Spakował manatki, wziął zarobioną kasę i wyruszył w podróż. Jechał pociągiem do Ełku, bo tam podobno jego ojciec był zameldowany. W pociągu poznał pewnego chłopca o imieniu Romeo (właściwie to było jego przezwisko). Był od niego młodszy, w książce jest napisane, że miał ok. 12 lat. Na jego nieszczęście, będzie miał z nim do czynienia do końca książki, więc  się jeszcze pośmiejecie :) Nieźle go wykołował, bo sprytnym planem i diabelskimi słówkami ukradł bilet naszemu Maćkowi. Wpadł w ręce konduktora, który wysiadł z nim na najbliższej stacji. Maciek nie zważając na reakcję kontrolera, zaczął uciekać co sił w nogach, aż trafił na jakiś piękny las. Z racji tego, że nie zauważył, jak gonią go strażnicy, wskoczył do dziurawego kajaku i przepłynął jeziorko. Nie, nie. Nie przepłynął go, bo zaczął się topić. Na szczęście jakiś mężczyzna, któremu, jak to określił Maciek, "dobrze się z oczu patrzy", uratował mu życie. 
Zupełnie go nie znał, obcy człowiek, ale bardzo optymistyczny (tak jak ja xd). Lubił żartować i mówił krótko i zwięźle. Lubił marzyć, a z zawodu był włóczęgą. "Pozytywnym włóczęgą", jak to określił. Niestety, był zawikłany w jakieś kłopoty z tajemniczą paczką. Nie będę się tu rozpisywać, ponieważ trochę by mi to zajęło. 
Dopiero po pewnym czasie dowiedział się, że ten pozytywny włóczęga ma na imię Jojo. Świetnie się razem czują, śmieją się, co prowadzi do niezwykłej przyjaźni. Pewnie zastanawiacie się, jak 15 - latek może się przyjaźnić z dorosłym mężczyzną ok. 30 lat? Jednak dowiadujemy się, że wszystko jest możliwe. 
I co dalej? Maciek będzie musiał zwiedzić kilka miast Polski. Jednym z nich będzie Gdańsk. W tym to właśnie mieście pozna Dorotę, dziewczynę z fantazją. Pewnie chcielibyście wiedzieć, co z tego wyniknie? Nie powiem wam, bo nie chcę spoilerować. Mogę wam zdradzić, że Maciek będzie na policji. Ale w jakim celu? Oto jest pytanie. Jeżeli zżera was ciekawość, sięgnijcie po tę książkę. :)
Muszę to jeszcze dodać, że w książce jest pełno pięknych cytatów, więc będę je zamieszczać w tym poście co jakiś czas. 

"Ze szczęściem to trochę tak jak z górami. […] Wspinasz się na szczyt i zdaje ci się, że jak go osiągniesz, to będziesz szczęśliwy. Tymczasem drapiesz się, wspinasz mozolnie, stajesz na nim i nagle widzisz, że za tym szczytem jest jeszcze jeden, może jeszcze większy, wspanialszy i znowu idziesz po swoje szczęście. Myślałem o tym nieraz i zdaje mi się, że największe szczęście to dążenie do niego."



Przy fabule się trochę rozpisałam, ale z bohaterami będzie gorzej. Przyznaję, że w książce brakuje trochę opisu o wyglądzie głównego bohatera, ale jakoś wydaje mi się to zbędne, więc nie będę się czepiać. Ogólnie jest wszystko okej, nie mam nic do zarzucenia. Najlepszym bohaterem okazał się Jojo. Był pełny optymizmu, marzeń i w ogóle wszystkiego co dobre. Chyba zmieniam status na zakochana :3 Najgorszym bohaterem okazał się Romeo, czyli taki zły charakter w książce. Myślał że mu wszystko wolno itp.. Był denerwujący.

No dobrze, czas na oprawę graficzną. Niestety, tutaj też jak w książce "Wielka, większa, największa"  okładka jest odpychająca. Nie myślcie, że  się powtarzam, ale taka prawda. 

"(...) przeszkody nie liczą się - są przecież po to, by je pokonywać, przenieść się z miejsca na miejsce, to tak jak przespacerować się w słoneczny dzień po parku, zarobić forsę - drobnostka, forsa w ogóle się nie liczy, jest - to dobrze , nie ma jej - to kiedyś będzie. Ludzie, jeśli tylko nie brużdżą, to przyjaciele, a czas? Kto by się przejmował czasem. Niech sobie płynie, bo i tak nikt go nie zatrzyma. Dziś się żyje, wczoraj minęło bezpowrotnie, szkoda o nim wspominać,a jutro będzie na pewno lepsze od dnia dzisiejszego."




 Ocena: 10/10 

Szczerze, to w tej książce okładka nie miała dla mnie żadnego znaczenia. Pociągała mnie treść, a najbardziej zaskakujące i niespodziewane było zakończenie. Przeżywałam te wszystkie sytuacje razem z bohaterami. Śmiałam się, płakałam a nawet rozmyślałam nad szczęściem, które mnie tak unika :)  Książka polecana dla amatorów przygód, świetna na nudne wakacje :)



Ps. Chociaż dziś już 3 dzień oficjalnych wakacji, zapomniałam wam życzyć: 
Miłego wolnego! Oczywiście z książką :) 












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz