Theme by Kran

8/16/2015

Jacqueline Woodson - Kryształowy księżyc

Tytuł: Kryształowy księżyc
Autor: Jacqueline Woodson
Wydawnictwo: Remi
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 186


Laurel już na początku zdradza zakończenie książki, ale to nie zmniejszyło mojej ciekawości. Opowiada o swoich przeżyciach z narkotykami. Jeszcze wcześniej jej miasto rodzinne nawiedziło huragan, w którym zginęła jej mama i babcia. Razem z ojcem i Jessim Juniorem, wyprowadzają się, aby rozpocząć nowe życie. Jednak nadal nie może tego zapomnieć i do dnia dzisiejszego rozpacza nad ich stratą. Najbardziej podoba mi się wątek o naiwnej miłości, którą sama kiedyś przeżyłam. Wczułam się w główną bohaterkę. Ale wiecie co? Niesamowite jest to, że dzisiejsze piętnastolatki, zamiast cieszyć się życiem, łazić po sklepach i chodzić na jedną randkę za drugą, mają problemy z różnymi nałogami. 
Książka jest szczera do bólu, sama prawdziwość. Zauważyłam, ze ludzie omijają szerokim łukiem życiowe książki. Wybierają coś, co pozwoli im odlecieć, zapomnieć o niezapłaconych rachunkach, problemach w pracy itp, sięgają np, po Harrego Pottera. Osobiście jest to dla mnie przesadzona fantastyka, za dużo smoków, gremlinów czy co to tam jest. Nie zachwycam się tą książką, wolę właśnie takie życiowe dramaty. Dramaty to mój ukochany gatunek, a jak jeszcze jest do tego szczypta miłości, nie ważne czy zranionej, czy udanej, to już po prostu jestem zachwycona. 

Bohaterów było tu wyjątkowo mało, cała akcja kręciła się wokół głównej bohaterki. Książka raczej pisana jest w formie pamiętnika. Choć ich było mało, każdy z nich miał w sobie "to coś". Nie wiem jeszcze co, ale się dowiem. Oni byli całkiem inni, niż w dotychczas czytanych książkach. Oczywiści zakochałam się w Mosiesie, który jako jedyny rozumiał główną bohaterkę, wiedział, co czuje. Gdybym żyła w tej książce, może bylibyśmy parą. Lecz niestety on jest gejem. I trochę słabo :>

Okładka jest typowo młodzieżowa. Pasuje do treści o narkomanii. 


Ocena: 10/10

Serio, musiałam dać dychę. Rzadko co spotykam takie życiowe książki. Właśnie przy tej powieści zastanawiałam się nad sensem życia. I wiecie co wywnioskowałam? Że jest trudne, ale i zarazem piękne. No bo np. weźmy sobie taką Laurel. Uzależniła się od tego świństwa, ale potem dali jej szansę na kolejne nowe życie. Znów może normalnie funkcjonować, bez tej okropności. Po prostu super. Nic dodać, nic ująć. 

Ps. Po przeczytaniu mojego dzieła, stwierdziłam, że ta recenzja jest taka uczuciowa. Co o niej sądzicie? Podoba wam się taki styl pisania? Krótko, zwięźle i na temat :) 

5 komentarzy:

  1. Lubię życiowe książki bo dają do myślenia :) A recenzja mi się podoba, sama jestem zwolenniczką pisania krótko i na temat, a nie wylewać litry niepotrzebnych słów, których później nie chce się czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, w takim razie będę pisać teraz krócej. Wcześniej pisałam dużo, bo brałam przykład z innych blogów.
      I wiesz, zauważyłam, że jesteś jedną z najbardziej aktywnych komentatorek, za co bardzo ci dziękuję <3

      Usuń
  2. (Czy tylko ja się głupio czuję, kiedy komentuję posty na blogu, który jest po części również mój? Dobra, nieważne)
    Wpadłam tylko napisać, że strasznie podoba mi się Twoja rozkmina na temat życiowych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Ja też mam podobne uczucie ;)
      O, cieszę sie, że ci sie spodobało. Chyba teraz zacznę pisać recezje w podobny sposób.

      Usuń
    2. Też zawsze się głupio czuję :)
      A recenzja jest świetna :*

      Usuń